Fuck! Nie wiem jak to zacząć. 100 dni minęło … he, i już!? Powinienem pobiec po butelkę ? Serio? Dziś, gdy wracam z siłowni, czuję się świetnie i kończę wpis popijając wodę ? Wielu z Was zdaję się myśleć, że na to tylko czekam. Otóż.. nie. Wciąż nie piję. Nie dlatego, że wyznaczyłem sobie chellenge 100 dni. Nie dlatego, że to zakład z kimś lub z samym sobą.. Nie dlatego, że mam problemy ze zdrowiem (wręcz przeciwnie, czuję się świetnie jak nigdy!) i również nie dlatego, że ‚trochę ćwiczę’ czy że to spora oszczędność .. nie.
Nie piję bo, hmm (z ‚grubej rury’?).. bo ciało jest świątynią. Bo od dawna „czuję, że alkohol stępia mój umysł i ogranicza samokontrolę. Ponieważ nienawidzę wszystkiego, co utrudnia panowanie nad sobą, dlatego boję się i unikam alkoholu” (Abraham Lincoln – mówiłem, że to jego rok. Cytat wyczytany w jego biografii w +/- 80-85 dni ‚no alco’ – str. 33).
Ciało jest.. hmm, świątynią?, statkiem! – to znacznie bardziej mi pasuje – A ja mimo pirackiej natury nie mam zamiaru dowodzić pijaną hołotą (sobą) czy co gorsza stać w porcie („Statki nie powstają by stać w portach. Bezsprzecznie.” – zwrotka 3). Jeszcze ? Dlaczego nie piję ? Bo to jak szczanie na dywan we własnej sypialni .. (źle pachnie, psuje doznania i nie do końca wiesz jak po tym chodzić ;)). Zbyt mało filozoficznie? bo wierzę w zachowanie cnót .. umiarkowanie, trzeźwość, samokontrola, świadomość – serio. To dla mnie ważne. Uczę się. Może z większą arogancją? – Bo do niczego nie mi to potrzebne! Nie potrzebuję pić by uzyskać Twoją akceptacje, aprobatę, szacunek czy przynależność do Twojej grupy.. jeśli nie dasz mi ich trzeźwemu, dane przez Ciebie, w ogóle nie mają dla mnie wartości.
Bo chcę niezależności – nie uzależnień. Wolności wyrazu nie niewoli wizerunku w który tak chętnie mnie szufladkujesz (Alko-poligamia). Chcę żyć pełnią zmysłów nie przytępiałym mglistym spojrzeniem, zachwianą równowagą i mozolnym osądem. Alkohol izoluje nas od przeżyć.. (stop!, zacznij zdanie jeszcze raz) Alkohol izoluje nas od przeżyć!, a ja.. chcę czuć swój wieczny strach: to jak łomocze mi serce, trzęsą się dłonie a mimo to patrzeć Ci prosto, w pełne pobieżnych, płytkich i nieskażonych wątpliwością, osądów oczy i czuć że tam jestem, god damn it! I nie wypije ‚jednego piwka dla towarzystwa’ bo nie rozumiem idei wsparcia czy wspólnoty w Twojej autodestrukcji. Zarazem jednak, nie mieszam się do Twoich spraw jeśli sam chcesz pić.
Co? Bardziej przekonałoby Cię.. bo sam, mam z tym problem? Bo przegiąłem, bo źle wpływa to na moje życie, bo zawalam, bo zmarnotrawiłem na to dość sił, czasu i pieniędzy. Bo się gubię, bo to, ‚że problem zapomnisz, nie znaczy że zniknie’! Tak – Miałem, przegiąłem, źle wpływa, zawalam i zmarnotrawiłem. Próbowałem już sobie coś dowodzić. Że mam kontrolę. że mogę, że sobie z tym radzę. Miesiąc, półtora. 2 próby, dwa sukcesu. 2 oblewania sukcesów! „A życie .. toczyło .. się daleeej„.
Tym razem moja motywacja leży zupełnie gdzie indziej i naprawdę jest w tych wszystkich ‚niekupowanych’ przez Ciebie powodach powyżej. Nie interesuje mnie życie w Twoim świecie.. po kilkunastu latach prób znalezienia ‚swojego miejsca na ziemi’ uznaje, że nie jest ono miejscem, grupą ludzi czy wartości, które należy znaleźć a stanem umysłu, który samemu należy osiągnąć. I gdy piszę, czuję presję zajmujących Cię rzeczy, z którymi ciężko mi wygrać Twoją uwagę. Czuję tez presję przeszłości, w której wiele osób piło ze mną i przeze mnie a cały ten bagaż zwala się na moją wiarygodność podcinając jej fundamenty.. Czego jednak ziemia nie trzyma może ulecieć, a mnie nic nie trzyma przy ciągłym piciu i byciu człowiekiem którego obraz stworzyłem w Twoich oczach przez ostatnie lata. Taka konsekwencja byłaby ciężarem nie cnotą. Podobnie więc jak kiedyś moczyłeś się w pieluchy nim pozwoliłeś sobie, radzić sobie bez nich, ja do 100 dni temu piłem by dziś wybierać inaczej.. i jak dziwnym by to dla Ciebie nie było, szczerze przepraszam jeśli przeze mnie jawi Ci się jako dobry wzorzec, picie. Była to moja słabość.
Czasem wystarczy po prostu wyruszyć.. czasem potrzebujemy celów. Mój następny to 365 dni. Później chyba już dożywocie, bez przystanków. Opróżniająć więc nawet piwnicę .. z czasów gdy przynajmniej marki nie miały znaczenia, a jedni nie czuli się lepsi od innych zalewając się droższym alkoholem ..